Na kosmetykach się za bardzo nie znam, to fakt, ale postanowiłam Wam pokazać czego używam i co według mnie jest na prawdę warte polecenia. Nie są to drogie kosmetyki, ale są na prawdę w porządku :)
Tusz do rzęs Eveline Volumix Fiberlast
Uzywałam wiele tuszy do rzęs i jedynym, do którego wróciłam jest właśnie ten firmy Eveline. Pamiętam jak jako nastolatka dostałam go od cioci w prezencie na jakieś imienieny lub urodziny. I zakochałam się od pierwszego użycia. Praktycznie od tamtej pory używam tylko tego tuszu, bo idealnie wydłuża i podkręca rzęsy (choć moje i tak są bardzo oporne). Ogromną zaletą jest również cena, bo kosztuje około 17 zł w Rossmanie.
Czysta Skóra 3w1 Garnier
Jest to żel, peeling i maseczka w jednym. I możecie wierzyć lub nie, ale po maseczce moja skóra jest w dotyku dosłownie jak "pupcia niemowlaka". Jedynie ciężko u mnie z systematycznością, więc ostatnio moja skóra jest w opłakanym stanie...
Evree normalizujacy tonik
Forma aplikacji jest bardzo wygodna, bo ten tonik jest w sprayu. Wystarczy spryskać twarz i gotowe. Dodatkowo daje super uczucie ożeźwienia.
Szampon normalizujący Tołpa
Ten szampon jest rewelacyjny. Przed jego zakupem nie byłam mocno przekonana, czy same naturalne składniki dadzą radę dobrze umyć głowę i czy brak sls-ów nie spowoduje tego, że ten szampon nie będzie chciał się pienić. Moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne, bo szampon bardzo się pieni, a dodatkowo wiadomo że naturalne składniki są dużym atutem.
Krem do twarzy Nivea Urban Skin
Jakiś czas temu stwierdziłam że chyba czas najwyższy zacząć na codzień używać kremu do twarzy. Wcześniej tylko raz na jakiś czas gdy zauważyłam że skóra jest przesuszona nałożyłam byle jaki krem, który akurat był pod ręką. Krem nivea urban skin dokładnie nawilża cerę i jego działanie widać i czuć cały dzień, przy czym jednocześnie nie jest tłusty, bo ma bardzo lekką konsystencję.
Lovely Extra Lasting matowy błyszczyk do ust
Jeśli szukacie bardzo trwałego matowego błyszczyka do ust, a nie chcecie wydać na niego milionów, to jest właśnie rozwiązanie dla Was. Pozostaje na ustach przez kilka godzin. Nie zmywa się pod wpływem jedzenia, ani picia.
Garnier Skin Naturals płyn micelarny z olejkiem arganowym
Bardzo łatwo i delikatnie usuwa nawet wodoodporny makijaż. Nie podrażnia oczu, ani skóry. Nawilża cerę. Dodatkowo jest bardzo wydajny, bo jedno opakowanie starcza na spokojnie na kilka miesięcy. Póki co nie znalazłam lepszego płynu micelarnego.
środa, 23 maja 2018
Kosmetyki, które używam i polecam
Etykiety:
3w1,
błyszczyk matowy,
eveline,
evree,
garnier,
kosmetyki,
lovely,
maseczka,
nivea,
peeling,
polecane,
szampon,
tołpa,
tonik normalizujący,
tusz do rzęs,
urban skin,
żel do mycia twarzy
czwartek, 12 kwietnia 2018
Co z tą czapeczką?
Najgorętszy temat ostatnich dni wśród mamusiek w internecie. Ile ludzi, tyle opinii. Kłótnie, porady i prośby o pomoc zrozpaczonych mam, które nie wiedzą co zrobić. O co chodzi? O to, czy zakładać dziecku czapeczkę.
Jeśli zapytacie o to swoje babcie, lub nawet mamy to bez wachania odpowiedzą wam, że czapeczka to absolutny must have u każdego małego dziecka. No bo jak to tak bez czapeczki?!
Kiedyś czapeczkę zakładało się dziecku nie patrząc na pogodę. Czy było 15 stopni na plusie, czy upał 40 stopni był to obowiązkowy element garderoby.
Pewnie ktoś sobie pomyśli, że przecież taka czapeczka nie zaszkodzi, a może lepiej mieć niż nie mieć. Otóż nic bardziej mylnego. Gdy dziecku spoci się główka, to bakterie pod materiałem będą miały idealne warunki do tego żeby się namnażać i infekcja ucha gotowa.
Bardzo często powielanym mitem jest to, że zapalenie ucha powstaje na skutek przewiania od wiatru. Nie jest to prawdą, ale sama mam bardzo wrażliwe uszy i gdy mocniej wieje to mnie po prostu bolą, więc gdy ja odczuwam dyskomfort to mojemu dziecku staram się jednak jakoś te uszy zasłonić. Jednak lekki wiaterek nie jest powodem, by te uszy zakrywać. Moje zdanie potwierdziła również nasza pani pediatra. Dzieci powyżej roku nawet gdy wieje nie muszą mieć czapki, ale młodsze bobasy powinny mieć bardzo cienką czapeczkę, ale tylko przy silnym wietrze.
Oczywiście inną sytuacją jest założenie dziecku kapelusza, lub czapki z daszkiem w celu ochrony przed słońcem. Jest to jak najbardziej konieczne.
Więc podsumowując, czapeczki nie trzeba zakładać dziecku, które ma ponad roczek, gdy na dworze mamy powyżej 15 stopni (oczywiście mniej więcej, chodzi o odczuwalną temperaturę). Nie trzeba jej zakładać również młodszym dzieciom, no chyba, że wiatr jest naprawdę silny.
I na koniec najważniejsze. Słuchajcie się swojej intuicji. Jeśli wy jesteście ubrani na krótki rękaw i nie macie czapki to nie ubierajcie dziecka w grubą bluzę i czapkę, bo najzwyczajniej w świecie je przegrzejecie. Wszystko z głową i umiarem. Korzystajcie z tej pięknej pogody ;)
Jeśli zapytacie o to swoje babcie, lub nawet mamy to bez wachania odpowiedzą wam, że czapeczka to absolutny must have u każdego małego dziecka. No bo jak to tak bez czapeczki?!
Kiedyś czapeczkę zakładało się dziecku nie patrząc na pogodę. Czy było 15 stopni na plusie, czy upał 40 stopni był to obowiązkowy element garderoby.
Pewnie ktoś sobie pomyśli, że przecież taka czapeczka nie zaszkodzi, a może lepiej mieć niż nie mieć. Otóż nic bardziej mylnego. Gdy dziecku spoci się główka, to bakterie pod materiałem będą miały idealne warunki do tego żeby się namnażać i infekcja ucha gotowa.
Bardzo często powielanym mitem jest to, że zapalenie ucha powstaje na skutek przewiania od wiatru. Nie jest to prawdą, ale sama mam bardzo wrażliwe uszy i gdy mocniej wieje to mnie po prostu bolą, więc gdy ja odczuwam dyskomfort to mojemu dziecku staram się jednak jakoś te uszy zasłonić. Jednak lekki wiaterek nie jest powodem, by te uszy zakrywać. Moje zdanie potwierdziła również nasza pani pediatra. Dzieci powyżej roku nawet gdy wieje nie muszą mieć czapki, ale młodsze bobasy powinny mieć bardzo cienką czapeczkę, ale tylko przy silnym wietrze.
Oczywiście inną sytuacją jest założenie dziecku kapelusza, lub czapki z daszkiem w celu ochrony przed słońcem. Jest to jak najbardziej konieczne.
Więc podsumowując, czapeczki nie trzeba zakładać dziecku, które ma ponad roczek, gdy na dworze mamy powyżej 15 stopni (oczywiście mniej więcej, chodzi o odczuwalną temperaturę). Nie trzeba jej zakładać również młodszym dzieciom, no chyba, że wiatr jest naprawdę silny.
I na koniec najważniejsze. Słuchajcie się swojej intuicji. Jeśli wy jesteście ubrani na krótki rękaw i nie macie czapki to nie ubierajcie dziecka w grubą bluzę i czapkę, bo najzwyczajniej w świecie je przegrzejecie. Wszystko z głową i umiarem. Korzystajcie z tej pięknej pogody ;)
![]() |
| Zdjęcie jeszcze z chłodniejszych dni ;) |
poniedziałek, 19 marca 2018
Internet wychowuje mi dzieci
W dzisiejszych czasach dostęp do internetu ma każdy. Codziennie spędzamy w sieci bardzo dużo czasu, bo nie wyobrażamy sobie bez tego normalnego funkcjonowania. Sprawdzamy pogodę, wiadomości, podglądamy co u naszych znajomych, czytamy blogi, lub gramy w gry. Jeśli chcecie wiedzieć jak wygląda życie matki w internecie to usiądźcie wygodnie i czytajcie.
Po pierwsze czytając jakąkolwiek informację w internecie zawsze należy sprawdzić czy to źródło jest sprawdzone, czy przypadkiem nie czytamy jakiś głupot, napisanych przez osobę, która nie ma o temacie zielonego pojęcia.
Gdy urodził się Krzysio nie wiedziałam co mam robić, jak się nim zająć. Całe szczęście, że była wtedy ze mną moja mama, która jako doświadczona matka dwójki dzieci doskonale wszystko wiedziała. Była tak pewna siebie w tym wszystkim, że nawet nie wpadłabym na pomysł, że nauka i medycyna zmieniły się na tyle, że to co było kiedyś jest już najzwyczajniej w świecie nieaktualne. Oczywiście nie mam żalu do mojej mamy, bo skąd mogła o tym wiedzieć, a bez jej pomocy to już całkiem byłaby masakra. Tak więc dziękuję mamo :)
Od kiedy mocniej wkroczyłam w świat Internetu, różnych forów i grup, zauważyłam, że są one ogromnym źródłem wiedzy.
Oczywiście warto się najpierw zastanowić, bo w Internecie każdy może napisać co i gdzie sobie życzy, lecz gdy swoje twierdzenia popiera kilkoma naukowymi pracami to jestem skłonna w to uwierzyć. Takie facebookowe grupy są również świetne jeśli potrzebujemy wsparcia i porady. No bo kto zrozumie nas lepiej niż inna matka?
Bardzo wiele nowych gadżetów poznałam dzięki tym grupom, ale również dowiedziałam się o tym jakich sprzętów używać nie wolno. Dzielimy się tam różnymi patentami dotyczącymi snu dziecka, pielęgnacji, karmienia.
Oczywiście jak wszystko ma to też swoje minusy. Gdy tylko trafi się jakaś mamuśka ze skrajnie różnymi poglądami to zaczyna się kłótnia, z doświadczenia wiem, że nie warto się w nią angażować, bo i tak ani jednej, ani drugiej strony sporu nie przekonasz do zmiany zdania, więc nie ma co psuć sobie nerwów.
Najgorsze jest "leczenie się", lub o zgrozo leczenie naszych dzieci w internecie. Od tego są lekarze i zawsze trzeba pamiętać, że to oni wiedzą najlepiej co zrobić aby nasze dziecko wyzdrowiało. Nigdy nie piszcie postów typu "mojemu dziecku wyskoczyło coś takiego na brzuchu, co to może być" i załączone zdjęcie. Skoro niepokoi Cię coś odnośnie Twojego dziecka to po prostu idź do lekarza, a nie pisz o tym na grupach na Facebooku. Oczywiście, że bardzo często inne mamuśki postawią trafną diagnozę, ale bardzo często potrafią wystraszyć, że to coś naprawdę poważnego, nawet gdy niekoniecznie tak jest. I wtedy taka mamusia biedna i spanikowana zaczyna moczyć te swoje dziecko w różnych "roztworach" , które zostały jej polecone. Ale co jeśli to pogorszy stan skóry jej dziecka? Lekarz, lekarz i jeszcze raz lekarz. Pamiętajcie o tym, błagam Was ;)
Tak więc do wszystkiego należy podchodzić z rozwagą i dystansem, ale ja uwielbiam te interakcje, rozmowy i dyskusje z innymi mamuśkami ;)
Po pierwsze czytając jakąkolwiek informację w internecie zawsze należy sprawdzić czy to źródło jest sprawdzone, czy przypadkiem nie czytamy jakiś głupot, napisanych przez osobę, która nie ma o temacie zielonego pojęcia.
Gdy urodził się Krzysio nie wiedziałam co mam robić, jak się nim zająć. Całe szczęście, że była wtedy ze mną moja mama, która jako doświadczona matka dwójki dzieci doskonale wszystko wiedziała. Była tak pewna siebie w tym wszystkim, że nawet nie wpadłabym na pomysł, że nauka i medycyna zmieniły się na tyle, że to co było kiedyś jest już najzwyczajniej w świecie nieaktualne. Oczywiście nie mam żalu do mojej mamy, bo skąd mogła o tym wiedzieć, a bez jej pomocy to już całkiem byłaby masakra. Tak więc dziękuję mamo :)
Od kiedy mocniej wkroczyłam w świat Internetu, różnych forów i grup, zauważyłam, że są one ogromnym źródłem wiedzy.
Oczywiście warto się najpierw zastanowić, bo w Internecie każdy może napisać co i gdzie sobie życzy, lecz gdy swoje twierdzenia popiera kilkoma naukowymi pracami to jestem skłonna w to uwierzyć. Takie facebookowe grupy są również świetne jeśli potrzebujemy wsparcia i porady. No bo kto zrozumie nas lepiej niż inna matka?
Bardzo wiele nowych gadżetów poznałam dzięki tym grupom, ale również dowiedziałam się o tym jakich sprzętów używać nie wolno. Dzielimy się tam różnymi patentami dotyczącymi snu dziecka, pielęgnacji, karmienia.
Oczywiście jak wszystko ma to też swoje minusy. Gdy tylko trafi się jakaś mamuśka ze skrajnie różnymi poglądami to zaczyna się kłótnia, z doświadczenia wiem, że nie warto się w nią angażować, bo i tak ani jednej, ani drugiej strony sporu nie przekonasz do zmiany zdania, więc nie ma co psuć sobie nerwów.
Najgorsze jest "leczenie się", lub o zgrozo leczenie naszych dzieci w internecie. Od tego są lekarze i zawsze trzeba pamiętać, że to oni wiedzą najlepiej co zrobić aby nasze dziecko wyzdrowiało. Nigdy nie piszcie postów typu "mojemu dziecku wyskoczyło coś takiego na brzuchu, co to może być" i załączone zdjęcie. Skoro niepokoi Cię coś odnośnie Twojego dziecka to po prostu idź do lekarza, a nie pisz o tym na grupach na Facebooku. Oczywiście, że bardzo często inne mamuśki postawią trafną diagnozę, ale bardzo często potrafią wystraszyć, że to coś naprawdę poważnego, nawet gdy niekoniecznie tak jest. I wtedy taka mamusia biedna i spanikowana zaczyna moczyć te swoje dziecko w różnych "roztworach" , które zostały jej polecone. Ale co jeśli to pogorszy stan skóry jej dziecka? Lekarz, lekarz i jeszcze raz lekarz. Pamiętajcie o tym, błagam Was ;)
Tak więc do wszystkiego należy podchodzić z rozwagą i dystansem, ale ja uwielbiam te interakcje, rozmowy i dyskusje z innymi mamuśkami ;)
wtorek, 27 lutego 2018
Wyprawka dla noworodka
Każda kobieta w ciąży zastanawia się co tak naprawdę będzie potrzebne jej i jej dziecku po porodzie. Byłam już w ciąży dwa razy i za każdym razem przeglądałam wpisy takie jak ten żeby upewnić się czy aby na pewno wszystko mam.
Do szpitala:
Do szpitala zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy, bo trzeba pamiętać, że wszystko co było w szpitalu trzeba wyprać i to w wysokiej temperaturze. Nie zabieramy paluszków, ośmiu kocyków, misiów szumisiów (sam mechanizm oczywiście można).
A co trzeba zabrać:
Dla mamy:
1)Szczoteczka do zębów i pasta
2)Ręcznik
3)Szczotka i gumki do włosów
4)Szampon i żel pod prysznic
5)Podkłady poporodowe
6)Wkładki laktacyjne
7)Wygodna koszula nocna do karmienia
8)Szlafrok
9)Klapki
10)Kubek i sztućce (nie w każdym szpitalu je dają, więc lepiej mieć swoje)
11)Stanik do karmienia
12)Majtki poporodowe
Dla dziecka:
1)Rożek
2)Pampersy (ok.30 sztuk)
3)Chusteczki nawilżające
4)Krem przeciwko odparzeniom
5)Ręcznik
6)3-4 pajace
7)3-4 body (krótki lub długi rękaw- zależy czy rodzisz w lato, czy w zimę)
8)2 pary skarpet
9)2 czapeczki bawełniane
10)Kocyk
11)Smoczek (o ile zamierzasz go stosować)
Dodatkowo na wyjście ze szpitala niech partner przywiezie:
1)Fotelik samochodowy
2)Ubrania dla Ciebie
3)Ubranka dla dziecka (np. jeśli jest zima to kurtkę/kombinezon)
Do domu:
W domu po twoim powrocie z maleństwem ze szpitala powinno być już wszystko gotowe, żeby nie biegać jak w popłochu tylko na spokojnie opiekować się dzieckiem.
Podstawowe wyposażenie:
1)Łóżeczko
2)Materacyk
3)Kocyk/kołderka/otulacz
4)Prześcieradło na materac
5)Wózek
6)Wanienka lub wiaderko do kąpieli
7)Przewijak (choć ja osobiście nie miałam, bo i tak przebierałam chłopaków na łóżku)
8)Fotelik samochodowy
Pielęgnacja:
1)Pampersy
2)Chusteczki nawilżające
3)Krem przeciwko odparzeniom
4)Balsam do ciała
5)Płyn do kąpieli
6)Aspirator do nosa
7)Obcinaczka do paznokci, bądź małe nożyczki
8)Szczoteczka do włosów (przydatna jeśli dziecko ma trochę włosów)
9)Witamina D dla niemowląt
10)Lek na kolki (ze względu na to, że różne środki działają na różne dzieci to nie ma leku idealnego. Jednak najbardziej i najczęściej polecane są espumisan i bobotic)
11)Termofor z pestkami wiśni (również przydatny na kolki)
12)Laktator
Ubranka:
Tutaj wszystko tak naprawdę zależy od tego w jakiej porze roku urodzisz. Przedstawiam tutaj uniwersalny zestaw, który się przyda, ale wiadomo, że w lato rajstop ani kurtek nie będziesz raczej zakładać ;) (no chyba, że śnieg będzie w maju jak rok temu :D).
1)Pajacyki (10 sztuk)
2)Body na krótki rękaw (10 sztuk)
3)Body na długi rękaw (10 sztuk)
4)Spodenki (2-3 sztuki)
5)Półśpiochy (2-3 sztuki)
6)Rajstopy (2-3 sztuki)
7)Bluzy (2-3 sztuki)
8)Skarpetki (2-3 pary)
9)Kurtka jesienna/zimowa/kombinezon (jeśli rodzisz w zimniejszych miesiącach roku)
Dodatkowo potrzebujesz:
1)Pieluchy tetrowe (15-30 sztuk)
2)Pieluchy flanelowe (3-5 sztuk)
3)Pieluszki bambusowe lub muślinowe (1-2 sztuki, szczególne przydatne w lato do przykrycia dziecka)
Gadżety, bez których da się żyć, ale są bardzo pomocne:
1)Chusta do noszenia dziecka
2)Kokon niemowlęcy do spania
3)Otulacz do spania
4)Miś szumiś
5)Leżaczek bujaczek
6)Karuzela nad łóżeczko
Do szpitala:
Do szpitala zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy, bo trzeba pamiętać, że wszystko co było w szpitalu trzeba wyprać i to w wysokiej temperaturze. Nie zabieramy paluszków, ośmiu kocyków, misiów szumisiów (sam mechanizm oczywiście można).
A co trzeba zabrać:
Dla mamy:
1)Szczoteczka do zębów i pasta
2)Ręcznik
3)Szczotka i gumki do włosów
4)Szampon i żel pod prysznic
5)Podkłady poporodowe
6)Wkładki laktacyjne
7)Wygodna koszula nocna do karmienia
8)Szlafrok
9)Klapki
10)Kubek i sztućce (nie w każdym szpitalu je dają, więc lepiej mieć swoje)
11)Stanik do karmienia
12)Majtki poporodowe
Dla dziecka:
1)Rożek
2)Pampersy (ok.30 sztuk)
3)Chusteczki nawilżające
4)Krem przeciwko odparzeniom
5)Ręcznik
6)3-4 pajace
7)3-4 body (krótki lub długi rękaw- zależy czy rodzisz w lato, czy w zimę)
8)2 pary skarpet
9)2 czapeczki bawełniane
10)Kocyk
11)Smoczek (o ile zamierzasz go stosować)
Dodatkowo na wyjście ze szpitala niech partner przywiezie:
1)Fotelik samochodowy
2)Ubrania dla Ciebie
3)Ubranka dla dziecka (np. jeśli jest zima to kurtkę/kombinezon)
Do domu:
W domu po twoim powrocie z maleństwem ze szpitala powinno być już wszystko gotowe, żeby nie biegać jak w popłochu tylko na spokojnie opiekować się dzieckiem.
Podstawowe wyposażenie:
1)Łóżeczko
2)Materacyk
3)Kocyk/kołderka/otulacz
4)Prześcieradło na materac
5)Wózek
6)Wanienka lub wiaderko do kąpieli
7)Przewijak (choć ja osobiście nie miałam, bo i tak przebierałam chłopaków na łóżku)
8)Fotelik samochodowy
Pielęgnacja:
1)Pampersy
2)Chusteczki nawilżające
3)Krem przeciwko odparzeniom
4)Balsam do ciała
5)Płyn do kąpieli
6)Aspirator do nosa
7)Obcinaczka do paznokci, bądź małe nożyczki
8)Szczoteczka do włosów (przydatna jeśli dziecko ma trochę włosów)
9)Witamina D dla niemowląt
10)Lek na kolki (ze względu na to, że różne środki działają na różne dzieci to nie ma leku idealnego. Jednak najbardziej i najczęściej polecane są espumisan i bobotic)
11)Termofor z pestkami wiśni (również przydatny na kolki)
12)Laktator
Ubranka:
Tutaj wszystko tak naprawdę zależy od tego w jakiej porze roku urodzisz. Przedstawiam tutaj uniwersalny zestaw, który się przyda, ale wiadomo, że w lato rajstop ani kurtek nie będziesz raczej zakładać ;) (no chyba, że śnieg będzie w maju jak rok temu :D).
1)Pajacyki (10 sztuk)
2)Body na krótki rękaw (10 sztuk)
3)Body na długi rękaw (10 sztuk)
4)Spodenki (2-3 sztuki)
5)Półśpiochy (2-3 sztuki)
6)Rajstopy (2-3 sztuki)
7)Bluzy (2-3 sztuki)
8)Skarpetki (2-3 pary)
9)Kurtka jesienna/zimowa/kombinezon (jeśli rodzisz w zimniejszych miesiącach roku)
Dodatkowo potrzebujesz:
1)Pieluchy tetrowe (15-30 sztuk)
2)Pieluchy flanelowe (3-5 sztuk)
3)Pieluszki bambusowe lub muślinowe (1-2 sztuki, szczególne przydatne w lato do przykrycia dziecka)
Gadżety, bez których da się żyć, ale są bardzo pomocne:
1)Chusta do noszenia dziecka
2)Kokon niemowlęcy do spania
3)Otulacz do spania
4)Miś szumiś
5)Leżaczek bujaczek
6)Karuzela nad łóżeczko
piątek, 23 lutego 2018
Pierwsze urodziny bloga
Pewnie nie wiecie. Pewnie nie kojarzycie. Pewnie zastanawiacie się co wyjątkowego jest w dniu 23 lutego. Nie macie pojęcia? No to ja Wam powiem.
Dokładnie rok temu około 10 przed południem usiadłam w naszym nie największym mieszkanku do laptopa. Siedziałam i standardowo przeglądałam facebooka. Nuda, nuda, nuda. Aż nagle w głowie przypomniały mi się słowa dziewczyny mojego brata: "szkoda, że już nie piszesz bloga". I te olśnienie.. kurde, no właśnie, dlaczego ja już nie piszę?
Pewnie większość z Was w ogóle nie wie, że był wcześniej jakiś inny blog. A no był. Założyłam go jak urodziłam Krzysia, ale wtedy brakowało mi weny, koncepcji i motywacji. Porzuciłam to. Pisałam przez ten czas pamiętnik, bo nie umiem żyć bez uzewnętrzniania się, ale to nie było to. Brakowało mi kontaktu z ludźmi, dyskusji na temat tego co napisałam. Lubiłam to.
Tak więc jestem tu gdzie jestem między innymi dzięki Patrycji ;)
Na początku tego bloga było łatwiej, bo byłam jeszcze w ciąży, więc miałam duuużo czasu. Powstawało wtedy bardzo dużo wpisów. Teraz jest niestety z tym gorzej. Ale zaczęłam sporo gadać do Was na Instastory, więc jakoś mam nadzieję, że mnie to usprawiedliwia. ;)
Planuję być coraz lepsza w tym co robię i gdy tylko Piotruś chociaż trochę się usamodzielni to zamierzam jeździć na różne blogerskie konferencje w celu zwiększania swojej wiedzy i rozszerzania umiejętności pisania.
A tak na koniec chciałabym Wam wszystkim podziękować za to, że jesteście tu ze mną, czytacie to co piszę, komentujecia, lajkujecie, słuchacie mnie na instagramie. Dzięki Wam tu jestem, bo bez Was nie byłoby sensu nic pisać. Dziękuję Wam. Mam nadzieję, że będzie Was tu coraz więcej ;)
Dokładnie rok temu około 10 przed południem usiadłam w naszym nie największym mieszkanku do laptopa. Siedziałam i standardowo przeglądałam facebooka. Nuda, nuda, nuda. Aż nagle w głowie przypomniały mi się słowa dziewczyny mojego brata: "szkoda, że już nie piszesz bloga". I te olśnienie.. kurde, no właśnie, dlaczego ja już nie piszę?
Pewnie większość z Was w ogóle nie wie, że był wcześniej jakiś inny blog. A no był. Założyłam go jak urodziłam Krzysia, ale wtedy brakowało mi weny, koncepcji i motywacji. Porzuciłam to. Pisałam przez ten czas pamiętnik, bo nie umiem żyć bez uzewnętrzniania się, ale to nie było to. Brakowało mi kontaktu z ludźmi, dyskusji na temat tego co napisałam. Lubiłam to.
Tak więc jestem tu gdzie jestem między innymi dzięki Patrycji ;)
Na początku tego bloga było łatwiej, bo byłam jeszcze w ciąży, więc miałam duuużo czasu. Powstawało wtedy bardzo dużo wpisów. Teraz jest niestety z tym gorzej. Ale zaczęłam sporo gadać do Was na Instastory, więc jakoś mam nadzieję, że mnie to usprawiedliwia. ;)
Planuję być coraz lepsza w tym co robię i gdy tylko Piotruś chociaż trochę się usamodzielni to zamierzam jeździć na różne blogerskie konferencje w celu zwiększania swojej wiedzy i rozszerzania umiejętności pisania.
A tak na koniec chciałabym Wam wszystkim podziękować za to, że jesteście tu ze mną, czytacie to co piszę, komentujecia, lajkujecie, słuchacie mnie na instagramie. Dzięki Wam tu jestem, bo bez Was nie byłoby sensu nic pisać. Dziękuję Wam. Mam nadzieję, że będzie Was tu coraz więcej ;)
piątek, 5 stycznia 2018
Najlepsze zabawki dla dziecka 0-6 miesięcy
Rynek zabawkowy jest przepełniony, a i tak ciągle pojawia się coś nowego. Jak w tym wszystkim nie zwariować? Oj ciężko. Dziś pokażę Wam moje typy jeśli chodzi o zabawki dla najmłodszych.
Żyrafka Sophie
We Francji podobno każde dziecko musi ją mieć. Stała się u nich wielkim hitem wyprawkowym. U nas może nie jest aż tak znana, ale jej popularność rośnie w ogromnym tempie. Wykonana jest z naturalnego kauczuku najwyższej jakości. Jest bardzo przyjemna w dotyku i lekka. Dostępna jest w kilku wariantach. My mamy małą Sophie, ponieważ postada uchwyty, dzięki którym dziecku jest bardzo łatwo ją trzymać.
Cena: ok.45zł
Najtaniej TUTAJ
O-ball Skip Hop
Skip hop. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał o tej firmie to koniecznie musi ją poznać. Mają świetne maty piankowe (zdjęcia zrobione są właśnie na niej), sztućce, talerzyki, kubeczki, plecaki i wiele, wiele więcej.
Nam do gustu przypadł śliczny jeżyk, który jest gryzakiem i grzechotką jednocześnie. Dzięki ażurowemu "brzuszkowi" łatwo dziecku chwycić zabawkę. O-ball występuje również w innych wariantach np. pszczółka.
Cena: ok.50zł
Najtaniej TUTAJ
Gryzaki Mömbella
Te gryzaki to moje super odkrycie. Są po prostu genialne. Są naprawdę mega giętkie i miekkie, dzieki czemu idealnie dopasowują się do malutkich rączek dziecka i dużo łatwiej nimi trafić do buzi niż innymi standardowymi gryzakami. My mamy narazie 3 takie gryzaki, ale podejrzewam, że niedługo będzie ich więcej.
Cena: 15-25zł
Najtaniej TUTAJ (dancing elephant), TUTAJ (apple tree) i TUTAJ (mushroom)
Hula-Kula
Zabawka może jednak dla nieco starszego szkraba, bo od 6 miesiąca dopiero dziecko zaczyna się nią interesować. Ale uważam, że na prawdę skutecznie zachęca dzieci do prób raczkowania, czołgania się lub przemieszczania w inny sposób. Hula-kula świeci, oraz gra różne melodyjki. Po wciśnieciu rożnych klawiszy mówi jakie zwierzątko jest na nim narysowane i jaki przycisk ma kształt.
Cena: 88zł
Najtaniej TUTAJ
Pianinko Fisher-Price
Kolejna zabawka, którą połroczne dziecko nie pobawi się tak w pełni. Piotruś póki co wciska klawisze i próbuje je ugryźć. Myślę, że za jakiś miesiąc lub dwa będzie lepiej szła mu ta zabawa. Pianinko posiada dwa tryby- tryb nauki i tryb zabawy. W trybie nauki po naciśnięciu przycisku mówi nam jaki kolor i kształt się na nim znajduje, a w trybie zabawy gra różne wesołe melodyjki.
Cena: ok.60zł
Najtaniej TUTAJ
Odjazdowy stworek Fisher Price
Genialne w swojej prostocie. Wystarczy nacisnąć samochodzik, a on odjedzie kawałek dalej i dziecko musi się do niego jakoś doczołgać, lub podreptać na czworaka. Bardzo ładny wygląd i solidne wykonanie.
Cena: ok.55zł
Najtaniej TUTAJ
Grzechotka Tiny Love
Niby zwykła grzechotka, ale jednak inna niż wszystkie. Pełni ona aż trzy funkcje: grzechocze, czerwone płatki kwiatka są gryzakiem, a pod nimi znajduje się materiał, który szeleści. Jednym słowem 3w1, no i czego chcieć więcej?
Cena: ok.15zł
Najtaniej TUTAJ
Szmatka szeleszcząca Mom's Care
Najprostsza zabawka dla najmłodszych dzieci. Myślę, że tak naprawdę od urodzenia dziecko może się nią "bawić". Rodzic pokazuje mu ją, a ze względu na czarno-biały kolor, który noworodek widzi najlepiej jest bardzo dobrze widoczna dla dziecka. Z czasem gdy dziecko staje się większe i jest w stanie chwycić już coś w rączkę, na pewno spodoba mu się szeleszczący dźwięk, który ta zebra wydaje.
Cena: ok.25 zł
Najtaniej TUTAJ
Żyrafka Sophie
We Francji podobno każde dziecko musi ją mieć. Stała się u nich wielkim hitem wyprawkowym. U nas może nie jest aż tak znana, ale jej popularność rośnie w ogromnym tempie. Wykonana jest z naturalnego kauczuku najwyższej jakości. Jest bardzo przyjemna w dotyku i lekka. Dostępna jest w kilku wariantach. My mamy małą Sophie, ponieważ postada uchwyty, dzięki którym dziecku jest bardzo łatwo ją trzymać.
Cena: ok.45zł
Najtaniej TUTAJ
O-ball Skip Hop
Skip hop. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał o tej firmie to koniecznie musi ją poznać. Mają świetne maty piankowe (zdjęcia zrobione są właśnie na niej), sztućce, talerzyki, kubeczki, plecaki i wiele, wiele więcej.
Nam do gustu przypadł śliczny jeżyk, który jest gryzakiem i grzechotką jednocześnie. Dzięki ażurowemu "brzuszkowi" łatwo dziecku chwycić zabawkę. O-ball występuje również w innych wariantach np. pszczółka.
Cena: ok.50zł
Najtaniej TUTAJ
Gryzaki Mömbella
Te gryzaki to moje super odkrycie. Są po prostu genialne. Są naprawdę mega giętkie i miekkie, dzieki czemu idealnie dopasowują się do malutkich rączek dziecka i dużo łatwiej nimi trafić do buzi niż innymi standardowymi gryzakami. My mamy narazie 3 takie gryzaki, ale podejrzewam, że niedługo będzie ich więcej.
Cena: 15-25zł
Najtaniej TUTAJ (dancing elephant), TUTAJ (apple tree) i TUTAJ (mushroom)
Hula-Kula
Zabawka może jednak dla nieco starszego szkraba, bo od 6 miesiąca dopiero dziecko zaczyna się nią interesować. Ale uważam, że na prawdę skutecznie zachęca dzieci do prób raczkowania, czołgania się lub przemieszczania w inny sposób. Hula-kula świeci, oraz gra różne melodyjki. Po wciśnieciu rożnych klawiszy mówi jakie zwierzątko jest na nim narysowane i jaki przycisk ma kształt.
Cena: 88zł
Najtaniej TUTAJ
Pianinko Fisher-Price
Kolejna zabawka, którą połroczne dziecko nie pobawi się tak w pełni. Piotruś póki co wciska klawisze i próbuje je ugryźć. Myślę, że za jakiś miesiąc lub dwa będzie lepiej szła mu ta zabawa. Pianinko posiada dwa tryby- tryb nauki i tryb zabawy. W trybie nauki po naciśnięciu przycisku mówi nam jaki kolor i kształt się na nim znajduje, a w trybie zabawy gra różne wesołe melodyjki.
Cena: ok.60zł
Najtaniej TUTAJ
Odjazdowy stworek Fisher Price
Genialne w swojej prostocie. Wystarczy nacisnąć samochodzik, a on odjedzie kawałek dalej i dziecko musi się do niego jakoś doczołgać, lub podreptać na czworaka. Bardzo ładny wygląd i solidne wykonanie.
Cena: ok.55zł
Najtaniej TUTAJ
Grzechotka Tiny Love
Niby zwykła grzechotka, ale jednak inna niż wszystkie. Pełni ona aż trzy funkcje: grzechocze, czerwone płatki kwiatka są gryzakiem, a pod nimi znajduje się materiał, który szeleści. Jednym słowem 3w1, no i czego chcieć więcej?
Cena: ok.15zł
Najtaniej TUTAJ
Szmatka szeleszcząca Mom's Care
Najprostsza zabawka dla najmłodszych dzieci. Myślę, że tak naprawdę od urodzenia dziecko może się nią "bawić". Rodzic pokazuje mu ją, a ze względu na czarno-biały kolor, który noworodek widzi najlepiej jest bardzo dobrze widoczna dla dziecka. Z czasem gdy dziecko staje się większe i jest w stanie chwycić już coś w rączkę, na pewno spodoba mu się szeleszczący dźwięk, który ta zebra wydaje.
Cena: ok.25 zł
Najtaniej TUTAJ
sobota, 23 grudnia 2017
Kiedy magia świąt gdzieś ucieka...
Zapewne mało osób tak ma, a już na pewno bardzo mało osób się do tego głośno przyznaje. Święta nie są dla mnie jakimś wyjątkowym czasem i nie czuję tej całej "magii"...
Mała dziewczynka leży w łóżku, nie może zasnąć pomimo późnej już godziny. Jest 23 grudnia i zbliża się już północ. Dziewczynka nasłuchuje czy przypadkiem nie słychać Mikołaja wchodzącego do salonu z wielkim workiem prezentów. Jedyne co słyszy to jakieś szepty rodziców i szelest jakiegoś papieru lub folii. Najwidoczniej jeszcze nie poszli spać.
Mała blondyneczka budzi się z samego rana. W domu panuje absolutna cisza. Po cichutku przemyka niby do łazienki, a tak naprawdę chce zobaczyć czy pod choinką znalazły się już prezenty. O! Już są! A więc jednak musiała przespać ten czas kiedy Mikołaj tu był. Ehh jaki on mądry i sprytny, że zawsze wie, że dzieci już śpią.
Do łazienki idzie jeszcze kilka razy żeby "przypadkiem" obudzić rodziców i młodszego brata. W końcu wstają. Razem z bratem dziewczynka biegnie pod choinkę i zaczyna się najpiękniejszy moment świąt. W paczkach są różne cudowności, o których marzyła.
Później aż do wieczora nie działo się nic nadzwyczajnego. Wieczorem wizyta u jednej babci i dziadka. Znowu prezenty, jedzenie i szybka jazda samochodem do drugiej babci. No i analogicznie- prezenty i jedzenie.
Następny dzień nie był już tak radosny. Dziewczynka obudziła się i wiedziała, że zaraz będzie bieganie i pośpieszne ubieranie się, aby iść do dziadków i znowu jeść.
Kolejny dzień świąt zaczął się tak jak poprzedni z tą tylko różnicą, że dziewczynka pojechała z rodzicami do drugiej babci. A tak swoją drogą to dziewczynka była dość wybredna i siedzenie cały dzień przy stole było niezwykle męczące, bo nie było tam prawie nic co lubiłaby jeść.
I tak było co roku, aż do momentu gdy mała dziewczynka dowiedziała się w szkole, że Mikołaj nie istnieje. Wtedy te resztki magii uciekły i święta były jedynie jednym wielkim zamieszaniem...
Ta mała dziewczynka nieco dorosła i ma teraz 21 lat i swoją własną rodzinę. Czy jest lepiej? Moim zdaniem wręcz gorzej, bo nie wiem jak zrobić moim dzieciom magiczne święta. Nie mam zielonego pojęcia jak to ma wszystko wyglądać. Czy moje dzieci będą lubiły święta? Taką mam nadzieję. Bo dla mnie są tylko męczarnią..
Mała dziewczynka leży w łóżku, nie może zasnąć pomimo późnej już godziny. Jest 23 grudnia i zbliża się już północ. Dziewczynka nasłuchuje czy przypadkiem nie słychać Mikołaja wchodzącego do salonu z wielkim workiem prezentów. Jedyne co słyszy to jakieś szepty rodziców i szelest jakiegoś papieru lub folii. Najwidoczniej jeszcze nie poszli spać.
Mała blondyneczka budzi się z samego rana. W domu panuje absolutna cisza. Po cichutku przemyka niby do łazienki, a tak naprawdę chce zobaczyć czy pod choinką znalazły się już prezenty. O! Już są! A więc jednak musiała przespać ten czas kiedy Mikołaj tu był. Ehh jaki on mądry i sprytny, że zawsze wie, że dzieci już śpią.
Do łazienki idzie jeszcze kilka razy żeby "przypadkiem" obudzić rodziców i młodszego brata. W końcu wstają. Razem z bratem dziewczynka biegnie pod choinkę i zaczyna się najpiękniejszy moment świąt. W paczkach są różne cudowności, o których marzyła.
Później aż do wieczora nie działo się nic nadzwyczajnego. Wieczorem wizyta u jednej babci i dziadka. Znowu prezenty, jedzenie i szybka jazda samochodem do drugiej babci. No i analogicznie- prezenty i jedzenie.
Następny dzień nie był już tak radosny. Dziewczynka obudziła się i wiedziała, że zaraz będzie bieganie i pośpieszne ubieranie się, aby iść do dziadków i znowu jeść.
Kolejny dzień świąt zaczął się tak jak poprzedni z tą tylko różnicą, że dziewczynka pojechała z rodzicami do drugiej babci. A tak swoją drogą to dziewczynka była dość wybredna i siedzenie cały dzień przy stole było niezwykle męczące, bo nie było tam prawie nic co lubiłaby jeść.
I tak było co roku, aż do momentu gdy mała dziewczynka dowiedziała się w szkole, że Mikołaj nie istnieje. Wtedy te resztki magii uciekły i święta były jedynie jednym wielkim zamieszaniem...
Ta mała dziewczynka nieco dorosła i ma teraz 21 lat i swoją własną rodzinę. Czy jest lepiej? Moim zdaniem wręcz gorzej, bo nie wiem jak zrobić moim dzieciom magiczne święta. Nie mam zielonego pojęcia jak to ma wszystko wyglądać. Czy moje dzieci będą lubiły święta? Taką mam nadzieję. Bo dla mnie są tylko męczarnią..
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















