piątek, 5 stycznia 2018

Najlepsze zabawki dla dziecka 0-6 miesięcy

Rynek zabawkowy jest przepełniony, a i tak ciągle pojawia się coś nowego. Jak w tym wszystkim nie zwariować? Oj ciężko. Dziś pokażę Wam moje typy jeśli chodzi o zabawki dla najmłodszych. 

Żyrafka Sophie

We Francji podobno każde dziecko musi ją mieć. Stała się u nich wielkim hitem wyprawkowym. U nas może nie jest aż tak znana, ale jej popularność rośnie w ogromnym tempie. Wykonana jest z naturalnego kauczuku najwyższej jakości. Jest bardzo przyjemna w dotyku i lekka. Dostępna jest w kilku wariantach. My mamy małą Sophie, ponieważ postada uchwyty, dzięki którym dziecku jest bardzo łatwo ją trzymać.

Cena: ok.45zł
Najtaniej TUTAJ



O-ball Skip Hop

Skip hop. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał o tej firmie to koniecznie musi ją poznać. Mają świetne maty piankowe (zdjęcia zrobione są właśnie na niej), sztućce, talerzyki, kubeczki, plecaki i wiele, wiele więcej. 
Nam do gustu przypadł śliczny jeżyk, który jest gryzakiem i grzechotką jednocześnie. Dzięki ażurowemu "brzuszkowi" łatwo dziecku chwycić zabawkę. O-ball występuje również w innych wariantach np. pszczółka.

Cena: ok.50zł
Najtaniej TUTAJ



Gryzaki Mömbella

Te gryzaki to moje super odkrycie. Są po prostu genialne. Są naprawdę mega giętkie i miekkie, dzieki czemu idealnie dopasowują się do malutkich rączek dziecka i dużo łatwiej nimi trafić do buzi niż innymi standardowymi gryzakami. My mamy narazie 3 takie gryzaki, ale podejrzewam, że niedługo będzie ich więcej.

Cena: 15-25zł
Najtaniej TUTAJ (dancing elephant)TUTAJ (apple tree) i TUTAJ (mushroom)






Hula-Kula

Zabawka może jednak dla nieco starszego szkraba, bo od 6 miesiąca dopiero dziecko zaczyna się nią interesować. Ale uważam, że na prawdę skutecznie zachęca dzieci do prób raczkowania, czołgania się lub przemieszczania w inny sposób. Hula-kula świeci, oraz gra różne melodyjki. Po wciśnieciu rożnych klawiszy mówi jakie zwierzątko jest na nim narysowane i jaki przycisk ma kształt.

Cena: 88zł
Najtaniej TUTAJ




Pianinko Fisher-Price

Kolejna zabawka, którą połroczne dziecko nie pobawi się tak w pełni. Piotruś póki co wciska klawisze i próbuje je ugryźć. Myślę, że za jakiś miesiąc lub dwa będzie lepiej szła mu ta zabawa. Pianinko posiada dwa tryby- tryb nauki i tryb zabawy. W trybie nauki po naciśnięciu przycisku mówi nam jaki kolor i kształt się na nim znajduje, a w trybie zabawy gra różne wesołe melodyjki.

Cena: ok.60zł
Najtaniej TUTAJ



Odjazdowy stworek Fisher Price

Genialne w swojej prostocie. Wystarczy nacisnąć samochodzik, a on odjedzie kawałek dalej i dziecko musi się do niego jakoś doczołgać, lub podreptać na czworaka. Bardzo ładny wygląd i solidne wykonanie.

Cena: ok.55zł
Najtaniej TUTAJ




Grzechotka Tiny Love

Niby zwykła grzechotka, ale jednak inna niż wszystkie. Pełni ona aż trzy funkcje: grzechocze, czerwone płatki kwiatka są gryzakiem, a pod nimi znajduje się materiał, który szeleści. Jednym słowem 3w1, no i czego chcieć więcej?

Cena: ok.15zł
Najtaniej TUTAJ



Szmatka szeleszcząca Mom's Care

Najprostsza zabawka dla najmłodszych dzieci. Myślę, że tak naprawdę od urodzenia dziecko może się nią "bawić". Rodzic pokazuje mu ją, a ze względu na czarno-biały kolor, który noworodek widzi najlepiej jest bardzo dobrze widoczna dla dziecka. Z czasem gdy dziecko staje się większe i jest w stanie chwycić już coś w rączkę, na pewno spodoba mu się szeleszczący dźwięk, który ta zebra wydaje.

Cena: ok.25 zł
Najtaniej TUTAJ




sobota, 23 grudnia 2017

Kiedy magia świąt gdzieś ucieka...

Zapewne mało osób tak ma, a już na pewno bardzo mało osób się do tego głośno przyznaje. Święta nie są dla mnie jakimś wyjątkowym czasem i nie czuję tej całej "magii"...

Mała dziewczynka leży w łóżku, nie może zasnąć pomimo późnej już godziny. Jest 23 grudnia i zbliża się już północ. Dziewczynka nasłuchuje czy przypadkiem nie słychać Mikołaja wchodzącego do salonu z wielkim workiem prezentów. Jedyne co słyszy to jakieś szepty rodziców i szelest jakiegoś papieru lub folii. Najwidoczniej jeszcze nie poszli spać.
Mała blondyneczka budzi się z samego rana. W domu panuje absolutna cisza. Po cichutku przemyka niby do łazienki, a tak naprawdę chce zobaczyć czy pod choinką znalazły się już prezenty. O! Już są! A więc jednak musiała przespać ten czas kiedy Mikołaj tu był. Ehh jaki on mądry i sprytny, że zawsze wie, że dzieci już śpią. 
Do łazienki idzie jeszcze kilka razy żeby "przypadkiem" obudzić rodziców i młodszego brata. W końcu wstają. Razem z bratem dziewczynka biegnie pod choinkę i zaczyna się najpiękniejszy moment świąt. W paczkach są różne cudowności, o których marzyła. 
Później aż do wieczora nie działo się nic nadzwyczajnego. Wieczorem wizyta u jednej babci i dziadka. Znowu prezenty, jedzenie i szybka jazda samochodem do drugiej babci. No i analogicznie- prezenty i jedzenie. 
Następny dzień nie był już tak radosny. Dziewczynka obudziła się i wiedziała, że zaraz będzie bieganie i pośpieszne ubieranie się, aby iść do dziadków i znowu jeść. 
Kolejny dzień świąt zaczął się tak jak poprzedni z tą tylko różnicą, że dziewczynka pojechała z rodzicami do drugiej babci. A tak swoją drogą to dziewczynka była dość wybredna i siedzenie cały dzień przy stole było niezwykle męczące, bo nie było tam prawie nic co lubiłaby jeść.
I tak było co roku, aż do momentu gdy mała dziewczynka dowiedziała się w szkole, że Mikołaj nie istnieje. Wtedy te resztki magii uciekły i święta były jedynie jednym wielkim zamieszaniem...

Ta mała dziewczynka nieco dorosła i ma teraz 21 lat i swoją własną rodzinę. Czy jest lepiej? Moim zdaniem wręcz gorzej, bo nie wiem jak zrobić moim dzieciom magiczne święta. Nie mam zielonego pojęcia jak to ma wszystko wyglądać. Czy moje dzieci będą lubiły święta? Taką mam nadzieję. Bo dla mnie są tylko męczarnią.. 



wtorek, 12 grudnia 2017

Jestem taka sama jak moja matka

Zanim zostałam matką myślałam, że to nie możliwe. Myślałam, że będę inna. A tu go, niespodzianka. Ale czy to aby na pewno źle?

Pamiętam jak jako mocno zbuntowana nastolatka krzyczałam na moją mamę, że jej nienawidzę. Krzyczałam też, że ja będę lepszą matką niż ona. Krzyczałam, że moje dzieci nie będą miały tak źle jak miałam ja. 
I patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, to chce mi się jednocześnie śmiać i płakać. Zastanawiam się jak mogłam być taka okropna dla mojej kochanej mamy i jak mogłam jej mówić te wszystkie straszne rzeczy. Przepraszam mamo, wiem, że to czytasz :)
A śmiać mi się chce, bo mówiąc, że ja inaczej będę wychowywać swoje dzieci bardzo się myliłam. To naturalne, że z domu wynosimy pewne wzorce, więc również sposób wychowania dzieci. Z biegiem czasu widzę coraz więcej podobieństw w zachowaniu moim i mojej mamy kilkanaście lat temu. A co śmieszniejsze jak patrzę na zachowanie Krzysia to mam wrażenie, że widzę samą siebie z dzieciństwa. I to, że pamiętam jak moja mama zachowywała się w podobnych sytuacjach pomaga mi dopracować jej metody i poradzić sobie w kryzysowych sytuacjach. Gdyby nie to, to nie miałabym zielonego pojęcia co mam robić. 
Musiało minąć naprawdę dużo lat, abym stwierdziła, że moja mama wychowała mnie bardzo dobrze. Stwierdzam też, że była lepszą mamą niż ja. Ale pracuję nad tym każdego dnia :)


czwartek, 30 listopada 2017

Błędy wychowawcze, których przy drugim dziecku już nie popełnię

Każdy popełnia błędy. No jasne, pewnie, że tak. Ale wynieść z tego naukę to już nie takie proste. Ja zrozumiałam, wyciągnęłam wnioski i postanowiłam się tu przed wami wyspowiadać, tak dla czystego sumienia :)

Sama nie mogę teraz uwierzyć w to, że kiedyś nie pomyślałam, że jednak coś jest nie tak. Ale niestety wyrządziłam mojemu dziecu krzywdę. Co prawda nieświadomie, ale jednak...

Sadzanie dziecka niesiedzącego

Toż to zbrodnia i prawdziwa katorga dla kręgosłupa bobasa. No właśnie, a ja nieczego nieświadoma go sadzałam i obkładałam naokoło pluszakami, no bo przecież może się przewrócić. Szkoda gadać, mam tylko nadzieję, że jego plecy będą proste i nie będzie miał innych problemów.

Noszenie w wisiadle

No okej, nosiłam go może z pięć razy po kilka minut, ale jednak. Całe szczęście wisiadło jest strasznie niewygodne i od razu bolały mnie plecy. 

Nauka chodzenia w butach

I tu znowu byłam niedouczona i myślałam, że dla dziecka wykonującego pierwsze kroki łatwiej i lepiej będzie w butach. Niestety jak się okazuje, dla takiego dziecka najlepiej jest aby było boso, bo wtedy ma najlepszy kontakt z podłożem i uczy się samodzielnie rozkładać ciężar ciała na stopie.

Oglądanie bajek

No i pisząc ten punkt jednak boję się, że przy Piotrusiu tego nie uniknę. Nie jestem typem tej mega kreatywnej i szalonej matki, która na każdy dzień roku ma wymyśloną nową rozwijającą zabawę. Dlatego też niestety Krzysio ogląda dość sporo bajek, głównie wtedy gdy zostaję z chłopakami sama, bo po prostu ciężko bawić się z jednym i jednocześnie zajmować drugim.

Dokarmianie mlekiem modyfikowanym bez wyraźnej potrzeby

Krzysia karmiłam piersią około 1,5 roku, ale gdy miał 5 miesięcy nastąpił kryzys laktacyjny i karmiłam go moim mlekiem, ale z butelki. Spowodowało to zmniejszenie się ilości pokarmu i zmusiło mnie do podania mleka modyfikowanego. Mieszankę pił tylko raz, lub dwa razy dziennie przez kilka miesięcy, bo później znowu udało się go przestawić na samą pierś. Dziś już wiem, że prawdopodobnie wystarczyło tylko dać na luz i przetrwać kryzys.

A Ty? Jakie błędy w wychowaniu swoich dzieci popełniłaś? 





piątek, 17 listopada 2017

Przegrałam

A mówiłam, że tym razem się nie dam, że w tym roku będzie inaczej, że się nie poddam. A to dopiero początek, a ja już mam dość. 

Tak znowu będę narzekać. Jeśli czytasz mnie regularnie to wiesz, że taka już jestem. Nic nowego. 
Powiem wam szczerze, że ostatnio straciłam wenę do wszystkiego. Nie chce mi się nic. Najchętniej przeleżałabym cały dzień owinięta szczelnie kołdrą, niczym gąsiennica w kokonie. Ale nieee... mam przecież dwójkę dzieci i jakieś tam obowiązki, które podobno muszę wykonać. Serio? "Nikt nie będzie mi rozkazywał"- buntuje się we mnie moje wewnętrzne "ja", ale choćbym przeprowadziła protest i przeszła z  transparentem ulicami miasta, to i tak by nic nie zmieniło, a dodatkowo ludzie wzięli by mnie za wariatkę, którą możliwe, że jestem, ale dobrze się kamufluję.
O czym to ja... a no tak, lenistwo i jesienna depresja dają mi się we znaki. Ostatnio straciłam nawet chęć do pisania tutaj i nagrywania instastory. A dodatkowo to między innymi dlatego, że pomimo, że trochę osób te wypociny czyta, to odzew jest mały. Mało komentarzy i skąd ja mam wiedzieć czy to co piszę jest okej, czy raczej takie słabe? No właśnie, więc jeśli lubisz czytać moje przemyślenia to zostaw po sobie jakiś ślad żebym wiedziała co zmienić, co poprawić, a co jest dobrze. 
A no i jeszcze tak odnośnie tej jesieni i zimy... Może by tak zapaść w sen zimowy? Uważam, że to mogłoby być idealne rozwiązanie. Szkoda, że tak się nie da... 
Dobra, ponarzekałam sobie to teraz spadam brać się za robotę, bo pranie samo się nie wstawi, a i obiad raczej nie ma zdolności do samougotowania się. :)




wtorek, 7 listopada 2017

Dlaczego nie lubię jesieni?

Jesień. Jak dla mnie jest zbyt często, bo co roku, a to zdecydowane przegięcie. Co w niej fajnego? Nie mam pojęcia...

Na samym początku pozdrawiam serdecznie wszystkich fanów jesieni, jeśli tacy w ogóle istnieją. 
Owszem, na zdjęciach to wszystko wygląda mega pięknie. Wszędzie różnokolorowe liście, piękne słońce i tak dalej. Zresztą wiesz o co mi chodzi. No zgadzam się, że co jakiś czas trafi się dzień, że jest naprawdę ciepło i ładnie, ale to tylko wyjątki.
Zazwyczaj wygląda to po prostu tak, że jest zimno, pada deszcz i wszędzie leżą przygniłe liście, które spadły już z drzew. No i te łyse drzewa...
A to, że tak szybko robi się ciemno? Nie dołuje Cię to, serio? Bo mnie tak. Wstajesz- jest ciemno, po południu- jest ciemno. Przez niedobór słońca dostaję depresji. Siedzę zdołowana i piszę właśnie takie teksty jak ten, lub po prostu zastanawiam się nad sensem istnienia. 
No i mając dzieci najbardziej przeraża mnie chorowanie w okresie jesiennym. Co chwilę katarek, kaszelek, gorączka. Jeszcze o ile Krzysio jest już duży i na każdą tego typu dolegliwość są już leki, to gdy słyszę jak Piotruś kaszle to sama zaczynam się trząść. Taki mały glutek nie może stosować prawie żadnych leków. No chyba, że już jest bardzo chory to wtedy antybiotyk...
Mam też wrażenie, że na jesieni jestem gorszą matką, bo nie chce mi się bawić z dziećmi, a wyjście na spacer graniczy z cudem. Żeby nie było, że to ja jestem taka niedobra, to trzeba zrzucić, że to wina jesieni :D
No i jak? Jest tu ktoś kto naprawdę lubi tą jesień? Ale nie tylko gdy jest ładnie, tylko w te brzydkie dni też. 😃



czwartek, 26 października 2017

Brudny dom- szczęśliwe dzieci

Mało kto lubi sprzątać, a sprzątanie gdy ma się dzieci to niemalże syzyfowa praca. Bałagan jest cały czas. A nawet gdy jest posprzątane to nie na długo. Brzmi znajomo?

Gdy ma się dzieci to nie jest łatwo utrzymać porządek. Istnieją legendy, że komuś się to kiedyś udało, ale mi ciężko w to uwierzyć. 
Po pierwsze gdy pojawia się dziecko to w zastraszającym tempie przejmuje sobie przestrzeń, która dotychczas należała do nas.
Gdzie się nie obejrzysz są rzeczy dla tego małego łobuziaka. Łóżeczko, mata edukacyjna, bujaczek, fotelik, mata piankowa i tony zabawek. A to wszystko tylko gdy jest mały. Później jest jeszcze gorzej, bo pojawia się stolik do karmienia, większe łóżko, stolik do rysowania i zabawy, rowerek i jeszcze więcej zabawek. I ja przyznaję się szczerze, że mając dwoje dzieci to wszystko mnie przygniotło. Myślałam, że dam radę, że będzie czysto, ale nie. Przegrałam. A w efekcie mojej przegranej nie tylko wszędzie są dziecięce rzeczy, ale również moje i Patryka. Zmywarka czeka na załadowanie, zresztą chyba ze trzy razy będzie musiała prać żeby pozbyć się tej sterty. Suszarka z praniem suszy się już kolejny dzień, choć pranie jest już suche, a w łazience uzbierała się już kolejna kupka prania. Małe drobiazgi porzucone gdzieś na blacie, czekające na sprzatnięcie piętrzą się niebezpiecznie. I w tym wszystkim my...



Nasze mamy umiały utrzymać porządek pomimo wszystko. A czemu my nie umiemy? 
Bo kiedyś porządek to był priorytet. Nieważne, że dziecko zajmowało się same sobą, a mama zapieprzała cały dzień. Ważne, że był porządek.



A teraz, my matki XXI wieku wolimy zajmować się dziećmi i to jest naszym priorytetem. 
I ja uważam, że to bardzo dobrze. Nasze dzieci dzieciństwo mają tylko raz i czas, który możemy im poświęcić jest nieubłagany i biegnie z prędkością sprintera. I choć moja mama poświęcała mi w dzieciństwie naprawdę dużo czasu, z tego co pamiętam to nawet więcej niż ja moim chłopcom, to mimo to zapamiętałam, że mama ciągle biegała ze ścierką i latała na odkurzaczu. Wiecznie była smutna, sfrustrowana i zmęczona, bo nigdy nie da się zachować idealnego porządku przy dwójce dzieci. 



Ja dodatkowo jestem leniwa. Nie chce mi się. Najzwyczajniej w świecie. Ale mam takie coś, że jak już wpadnę w wir sprzątania to nic mnie z niego nie wyrwie i sprzątam tak długo, aż będzie błysk. 
A godzinę później patrzę przerażona, bo na nowo zasypuje nas lawina rzeczy... to chyba wszystko wina tego konsumpcjonizmu... mamy stanowczo za dużo rzeczy. No bo przecież ktoś musi być winny ;)
I jeśli spodziewacie się jakiejś złotej rady jak utrzymać porządek to nie do mnie. Pooglądajcie sobie perfekcyjną panią domu, albo spytajcie mojej mamy :D